O autorze
Wychowali się na jednym podwórku i od zawsze dzielili piłkarską pasję. Lewoskrzydłowy i napastnik. Rocznik 87 – ten sam co Messi i Fabregas – ale choć trenowali kiedyś pod okiem Leszka Ojrzyńskiego, wielkich karier nie zrobili... Łączą grecką żywiołowość (a czasem i lenistwo) ze słowiańską fantazją. Piszą często z przymrużeniem oka, czasem na poważnie. Nie zawsze do jednej bramki, ale zawsze o futbolu

Mamy dość Gran Derbi

Przepychanki to częsty widok w ostatnich meczach Barcy i Realu
Przepychanki to częsty widok w ostatnich meczach Barcy i Realu sport.interia.pl
Dość brutalnej gry Realu. Dość symulek graczy Barcy. I dość napinki, która rozgrzewa internetowe fora. Niech tym razem zwycięży futbol!

Od paru dni znów to samo. Zbliża się mecz Barcelona - Real, więc emocje rosną, a media podgrzewają atmosferę. A my - trochę niespodziewanie dla samych siebie - zamiast ekscytacji czujemy irytację i zmęczenie tym wszystkim. Choć oczywiście usiądziemy w sobotni wieczór przed telewizorami to… mamy dość Gran Derbi.

Czemu? Cóż, przepychanki, kłótnie, symulki. Ręka, noga, palec w oku. I Michał Pol załamujący za każdym razem ręce i ogłaszający, że „największym przegranym tego meczu jest Vincente Del Bosque!”. Tak wyglądają od jakiegoś czasu Gran Derbi Europa. A jeszcze jakiś czas temu to naprawdę było święto. Dwa razy do roku mierzyli się dwaj giganci i już parę dni wcześniej szykowaliśmy się na piłkarską ucztę. Sportową. Teraz to już chyba coś więcej, niż sport. Więcej? Raczej coś innego, niż sport.

Gran Derbi po prostu się dewaluuje. To będzie już jedenaste spotkanie tych drużyn w ciągu półtora roku. JEDENASTE. A chyba po każdym z ostatnich dziesięciu co najmniej tyle samo uwagi, co meczowi (jeśli nie więcej) poświęcano sprawom niezwiązanym z grą.



No właśnie, por que - dlaczego? Dlaczego mówi się teraz o sędziach, o faulach i brutalności, o udawaniu i symulowaniu? Dlaczego zamiast rywalizacji futbolowych magów - których przecież po obu stronach nie brakuje - mamy starcie piłkarskich debili, jak Pepe i Sergio Ramos, z kombinatorami w stylu Sergio Busquetsa?

Powie ktoś - przecież to wina Mourinho. Jasne, Wielki Mou dołożył do tej żenady swoją cegiełkę, zresztą nigdy nie słynął z pokory. Wyniki Królewskich pod jego wodzą robią wrażenie, ale... to jednak wstyd dla takiego klubu jak Real, że w chwilach niepowodzeń jego piłkarze wyładowują frustrację na rywalach. Nie tylko Pepe i Ramos - a Marcelo w ostatnim meczu z Bayernem? Trudno nie dostrzec wpływu charyzmatycznego trenera na to, że chwilami spadkobiercy Di Stefano, Gento, Hierro i Zidane’a, grają jak rzeźnicy z angielskiej Championship.

Ale robienie z niego kozła ofiarnego to droga na skróty i uproszczenie sprawy. Jest dobra, niewinna Barcelona i zły, diaboliczny Real? Bzdura. Piłkarzom Pepa Guardioli i jemu samemu bardzo odpowiada ta gra nerwów i napięta atmosfera, więc umiejętnie ją podsycają. Może nie na taką skalę, jak sugerują fani Realu, ale jednak symulują i prowokują. Dlaczego, skoro według wielu mamy do czynienia z najlepszą drużyną w historii, zawodnicy Dumy Katalonii nie mogą być ponad to?


No i w końcu - widzowie, czyli my wszyscy. Odkąd Real i Barcelona zdominowały klubową piłkę, Gran Derbi stały się medialnym wydarzeniem porównywalnym z finałem NFL, czy rozdaniem Oskarów. Dlatego co kilka miesięcy obserwujemy jak nasi znajomi - czy interesują się piłką, czy nie (najczęściej nie) - zakładają koszulki jednej z drużyn, zmieniają zdjęcia profilowe na fejsie na grafiki z herbem Realu, bądź Barcy i udają wieloletnich socios. Zabawne.

Ostatnio koleżanka zapytała jednego z nas o ulubioną hiszpańską drużynę. Gdy usłyszała „Villarreal” jej oczy zrobiły się wielkie jak pięciozłotówki.
- A REAL? BARCA?.
- Hmm, sam nie wiem jedni lepsi od drugich…
- Ale musisz się opowiedzieć!
A czy nie wystarczy sam futbol? Trzeba na siłę doprawiać to widowisko kibicowskimi emocjami? I tą tępą nawalanką na forach?

Mniejsza o naszych znajomych, bo hiszpańska gorączka zaczęła się udzielać i dziennikarzom. Ostatnio Filip Kapica w serwisie Weszło prawie zarzucił londyńskiej Chelsea sportowe przestępstwo, bo tej udało się wygrać z Barceloną. Wstrętna, niedobra, parszywa Chelsea! Jak ona śmie grać tak defensywnie!? No i miała szczęście, bo Barca pudłowała. Pewnie, gdy pudłują piłkarze polskiej ligi to są patałachami, gdy robią to gracze Barcelony to mają pecha…

Ochłońmy. Niech tym razem wygra futbol, a nie chore emocje. A na koniec, dla przypomnienia i ku pokrzepieniu serc - jeden z najlepszych meczów, jakie widzieliśmy, czyli fantastyczne Gran Derbi z marca 2007 (3:3).



Ukłony,
Michał Polakowski
Tomek Cirmirakis
Trwa ładowanie komentarzy...