O autorze
Wychowali się na jednym podwórku i od zawsze dzielili piłkarską pasję. Lewoskrzydłowy i napastnik. Rocznik 87 – ten sam co Messi i Fabregas – ale choć trenowali kiedyś pod okiem Leszka Ojrzyńskiego, wielkich karier nie zrobili... Łączą grecką żywiołowość (a czasem i lenistwo) ze słowiańską fantazją. Piszą często z przymrużeniem oka, czasem na poważnie. Nie zawsze do jednej bramki, ale zawsze o futbolu

Legia sprzedała mistrzostwo. W lutym, za 5 milionów euro

Kilka miesięcy temu włodarze Legii bez żalu sprzedali 3 zawodników podstawowego składu. Dzisiaj płacą od tych transakcji sowity podatek.

O sportowych trofeach mawia się często - „bezcenne”. Włodarze Legii nie znają tego pojęcia. Mistrzostwo Polski? Bardzo proszę, 5 milionów, 450 tysięcy.

Tyle Legia zainkasowała podczas lutowej wyprzedaży towaru. Napisaliśmy Legia? Przepraszamy, chodziło nam o ITI. Sponsora i właściciela klubu, egzekwującego „dług wewnętrzny” niczym szemrany lichwiarz. To musiało wyglądać jak w Kilerze – „Jedna sztabka moja, druga twoja!”. Śmiała teza, ale poczynania legijnych działaczy były równie śmiałe. Ciężko znaleźć przypadek drużyny z takimi aspiracjami, która tak kastrowałaby się w przerwie zimowej, stojąc przed realną szansą zdobycia mistrzostwa. Nie cierpimy, gdy ktoś nadużywa słowa „gdyby”, ale ciężko nie stwierdzić, że z Borysiukiem, Rybusem i Komorowskim (zwłaszcza z dwoma pierwszymi) wygrana z Koroną nie smakowałaby tak gorzko. Że zamiast stypy byłoby święto, a zamiast rac, sztuczne ognie. Słowem – pewnie zdobyte mistrzostwo.

Czemu? Na jesieni Legia po raz pierwszy od lat miała poukładaną drużynę. Daleką od doskonałości, ale zgraną, prezentującą wyrównaną formę. Nie schodzącą poniżej przyzwoitego poziomu, czasem potrafiącą pogromić przeciwnika kilkoma bramkami. Wyjęcie z niej kilku elementów spowodowało, że „cały misterny plan….” legł w gruzach. Włodarze Legii podjęli ogromne ryzyko naruszając ten organizm i sądząc, nie będzie to miało wpływu na grę. Bardzo się pomylili. Dość napisać, że Legia straciła na wiosnę tylko siedem bramek, a mimo to nie zdołała wygrać aż ośmiu z trzynastu meczów! Dlaczego? Bo sama zdobyła tych bramek tylko trzynaście.

Najmniej żal Komorowskiego, godnie zastąpił go Astiz. Ale już brak Borysiuka i Rybusa aż kłuł w oczy i powodował, że na grę Legii w ofensywie zwyczajnie nie dało się patrzeć. Pierwszy nadawał płynność akcjom zaczepnym, zaskakiwał rywali dokładnymi przerzutami, czasem potrafił postraszyć strzałem z dystansu. Drugi zanotował w rundzie jesiennej 8 asyst i mamy dziwne przeczucie, że poprawiłby ten wynik na wiosnę. Wraz z nim drużyna Skorży utraciła też jedynego gracza, potrafiącego groźnie dośrodkować z rzutu rożnego.

Zamiast nich w ostatniej chwili ściągnięto Nacho i Blanco. I to kolejny, po niesławnym Felixie Ogbuke, przykład, że na Last Minute to można kupić wycieczkę do Grecji, a nie piłkarza do drużyny bijącej się o mistrza Polski. O Novo pisaliśmy pogardliwie „nieświeży Nachos”. Jego występy dość dobitnie pokazały, czemu większość kariery spędził w Szkocji, a nie w rodzimej Hiszpanii. Blanco to gość, który może i strzelałby 20 bramek w sezonie, gdyby miał po obu stronach szybkich skrzydłowych, a za sobą ofensywnego pomocnika z prawdziwego zdarzenia. Nie miał. Typowych skrzydłowych Legia nie posiada (ostatnim był Rybus), a jedynym ofensywnym pomocnikiem jest Radovic, którego gra ma tylko dwa warianty – drybling i podanie do Ljuboi.

Mimo wszystko Legia mogła zdobyć mistrzostwo. Toczony w ślimaczym tempie wyścig sprawił, że trener Skorża miał aż 4 miesiące, by poskładać te klocki na nowo. Nie zrobił tego. Legia przegrała mistrza w sposób najbardziej frajerski z możliwych. Dlatego jeszcze długo ulubiony gest kibiców Legii, będzie oznaczał „Losers”. I dlatego Skorża powinien podać się do dymisji.



Tomek Cirmirakis,
Michał Polakowski
Trwa ładowanie komentarzy...