O autorze
Wychowali się na jednym podwórku i od zawsze dzielili piłkarską pasję. Lewoskrzydłowy i napastnik. Rocznik 87 – ten sam co Messi i Fabregas – ale choć trenowali kiedyś pod okiem Leszka Ojrzyńskiego, wielkich karier nie zrobili... Łączą grecką żywiołowość (a czasem i lenistwo) ze słowiańską fantazją. Piszą często z przymrużeniem oka, czasem na poważnie. Nie zawsze do jednej bramki, ale zawsze o futbolu

W Polsce młody piłkarz nie ma szans na rozwój - wywiad z Aleksandarem Vukoviciem

Na boisku – mózg i serce Korony Kielce. Poza nim otwarty i sympatyczny człowiek. O sentymencie do Legii i rozstaniu z Warszawą, naturalizowanych reprezentantach oraz nauce polskiego i... greckiego rozmawiamy z Aleksandarem Vukoviciem.

– Vuko, wyobraź sobie - mecz Legia – Korona, 95. minuta i rzut karny dla Korony. Gol odbiera Legii mistrzostwo, ale daje awans do pucharów Koronie. Podszedłbyś do piłki?

– Teraz to już gdybanie, ale jeszcze wczoraj czy przedwczoraj taki scenariusz był możliwy (rozmawiamy 4 maja – red.). Mecz mógł mieć dużą wagę dla obu klubów, szczególnie dla Legii i szczerze przyznam, że nie bardzo mi się to podobało. Ale gdyby była taka sytuacja, że muszę zagrać z Legią i przeszkodzić jej w zdobyciu mistrzostwa, to po prostu musiałbym to zrobić.

– Czyli nie byłoby sentymentów.

– Sentyment oczywiście jest, ale na boisku każdy walczy dla swojej drużyny, tak jak było w jesiennym meczu (1:0 dla Korony, asysta Vukovicia – red.). Dzisiaj gram w Koronie i z całego serca walczę dla tej drużyny.

– Kontaktowałeś się z kimś z Legii po wczorajszych meczach? (Lechia – Legia 1:0; Korona – Widzew 0:2 – red.)

– Nie. Rozumiem ich sytuację i nie ma sensu do nich teraz dzwonić. Nie miałbym im nic ciekawego do powiedzenia, oni mnie tym bardziej…

– A jak było z twoim odejściem z Legii? Sprawę rzekomej propozycji Wisły już wielokrotnie prostowałeś. Ale jak było za drugim razem w 2008 roku?

– Moje odejście z Legii to była bardziej sprawa honorowa. Inaczej widziałem sytuację, niż ludzie podejmujący decyzje o tym, kto i za jakie pieniądze ma w klubie grać. Nigdy nie miałem za złe, że ktoś mnie nie docenia. Każdy trener i dyrektor sportowy ma prawo własnej oceny, kto jest na ile potrzebny. Ale nie chciałem zostawać w Legii na warunkach i w atmosferze, w której czułbym się traktowany nie tak, jak na to zasługuję

- Tę atmosferę tworzyli Urban i Trzeciak?

- Dyrektor Trzeciak i trener Urban mieli prawo mieć swoje zdanie na temat tego czy i na ile jest im potrzebny zawodnik Vuković. Tak jak ja miałem prawo być zdania, że oni zupełnie nie mają racji. Wydaje mi się, że jak się na to spojrzy dzisiaj, to racja jest po mojej stronie. Nie sądzę, żeby teraz byli bardzo zadowoleni z tamtej decyzji, choć na pewno trudno byłoby im się do tego przyznać. Pamiętam, że trener powiedział mi, że ciężko mi będzie gdzieś indziej w Polsce grać, bo ja jestem zawodnikiem, który potrzebuje dobrego klubu. Jak widać teraz świetnie sobie radzę . Jest to jakieś moje delikatne zwycięstwo.

– Odszedłeś wtedy, bo wygasł kontrakt?


– Nie, nie, wygasał za pół roku, ale ja wtedy za zgodą właściciela wyjechałem z klubu. Trener Urban chciał, żebym został do końca sezonu i wtedy ze mnie zrezygnować, ale ja chciałem odejść nie czekając na koniec sezonu. I tak to ostatnie półrocze spędziłem na warunkach niezadowolenia i czucia się niedocenianym, ale wytrzymałem. Zrobiłem swoje, pomogłem drużynie, zostawiłem ją na pierwszym miejscu w tabeli ex aequo z Lechem i odszedłem. Ale poczułem się w jakiś sposób wykorzystany.

– Jan Urban i Mirosław Trzeciak do końca mówili, że nie wiadomo, czy Vuković odejdzie, bo rozmowy się toczą. Czyli po prostu chcieli, żebyś został do końca sezonu na ich warunkach?

– Można tak powiedzieć. Było tak, że jeszcze przed tą sytuacją propozycja przedłużenia kontraktu padła z ust dyrektora sportowego, ale później zaczęło się to zwlekanie. Na koniec, jak już dograłem pół roku i wszyscy byli zadowoleni, kibice naciskali na to, żeby się ze mną jakoś dogadać. Padła propozycja, żebym został do końca sezonu na trochę lepszych warunkach finansowych, a po sezonie zdecydują czy przedłużyć ze mną kontrakt. A ja uważałem, że po siedmiu latach w klubie powinni mieć określone zdanie na temat zawodnika Vukovicia i pod względem piłkarskim i ludzkim. Kolejne próbne pół roku to mógł dostać Arruabarrena, a nie ja.

– Legia to dla ciebie zamknięty rozdział czy jednak byłbyś gotów w określonych warunkach wrócić? Zimą podobno były jakieś rozmowy.

– Była luźna rozmowa. Legia nigdy nie jest dla mnie zamkniętym rozdziałem, ale wątpię, że jeszcze tam zagram. Tak się wszystko potoczyło, można żałować lub nie.

– Podpisałeś ostatnio 2-letni kontrakt więc prawdopodobnie skończysz karierę w Polsce. A co potem - chcesz zostać w Polsce na stałe?

– Jest taka szansa. Związałem się z Polską zawodowo, ale i emocjonalnie, bo dobrze mi się tu mieszka. Wszystko jest możliwe, ale wiele zależy od tego, w czym będę chciał się realizować dalej zawodowo i jakie będę miał szanse na to, żeby to robić tutaj, a jakie u siebie w Serbii.

– Rozważasz karierę trenerską albo menedżerską?

– Będę chciał zrobić uprawnienia trenerskie, a czy będę trenerem czy kimś innym – zobaczymy. Na pewno chcę zostać przy piłce.

- Stanko Svitlica został menadżerem.

- Tak, Stanko jest menadżerem…początkującym :)

– Świetnie mówisz po polsku. Zresztą po roku czy dwóch latach u nas komentowałeś już mecz Polska – Serbia w telewizji.

– Nie pamiętam dokładnie kiedy był ten mecz, ale faktycznie dość szybko. Ja zawsze powtarzam, że od drugiego roku pobytu w Polsce mówię tak samo, jak teraz i nie robię od dawna postępów.

– Trudno było ci opanować język polski?


– Na pewno nie jest tak, że przyjechałem tu i z dnia na dzień udało się wszystko załapać. Jest to inny język, niż język serbski i dopiero, jak się go pozna, to widzi się podobieństwa. Ale cieszę się, że choć nigdy wielkim uczniem nie byłem, to jeśli chodzi o języki, nie mam z tym najmniejszych problemów, gdy się wezmę za naukę.

– A po grecku coś pamiętasz?

– Tak, tak, pamiętam...

- Zobaczmy. ξέρεις ελληνικά καλά ή όχι? (Μówisz dobrze po grecku?)

- πολύ καλά! (Bardzo dobrze!)

- δηλαδή, γιατί δεν κεδρίσατε με τον Widzew χθές? (To czemu nie wygraliście wczoraj z Widzewem?)

- Τι να σου πω... Δεν είχαμε.... τύχη, είσαι από τη ελλάδα? (Cóż mogę powiedzieć... Nie mieliśmy szczęścia. Jesteś z Grecji?)
- Ναι, παππούς μου ήταν και ξέρω έτσι κι έτσι. (Mój dziadek był Grekiem i trochę mówię)

- Ναι, έχεις ελληνικό πρόσωπo. (Wyglądasz na Greka)

– Czyli jest talent do języków.

– Ja w Grecji byłem dwa razy, ale w sumie tylko osiem miesięcy. Język grecki mi się bardzo podoba. Piosenki, to mi się przede wszystkim podoba. Terzis, Remos – on zresztą był moim prezesem w Iraklisie.

– A piłkarsko czemu nie wyszło w Grecji?

– Czemu nie wyszło... Wiesz, to jest kwestia tłumaczenia, a ja nie lubię się tłumaczyć. W tych klubach, w jakich byłem na pewno stać mnie było na grę. I w Iraklisie i w Ergotelisie. To na pewno nie jest poziom wyższy, niż w Legii. Różne były przyczyny. W Iraklisie w ogóle nie płacili, więc nie było sensu tam zostawać. A w Ergotelisie to jeszcze inna kwestia – to był ich pierwszy awans do greckiej ekstraklasy, klub nie był na to przygotowany i lepiej było się rozstać. Ale bardzo fajny czas.

– Na twoim blogu na NaTemat.pl przeczytaliśmy krytyczny tekst o Eugenie Polanskim. Czy ty miałeś propozycję gry dla Polski?

– Konkretnych rozmów nie było. Dawno temu wspominał coś o tym trener Engel, potem trener Janas. Więcej o tym mówiło się w mediach, niż naprawdę. W mediach często można było też przeczytać moje zdanie na ten temat, więc chyba wszystko jasne.

– W dzisiejszym świecie taka deklaracja to rzadkość...

– No tak, jest to rzadkość. Normalny staje się inny kierunek w tej kwestii. Mnie się to nie podoba, ale każdy ma swoje zdanie i ja nie osądzam innych za ich postępowanie. Każdy ma swoje zdanie i ja też mam swoje.

– Rozmawiamy dzień po ogłoszeniu kadry na Euro– brakuje ci kogoś?

– Wiadomo, że Artur Boruc ma odpowiednie umiejętności, żeby w tej kadrze grać, ale z wiadomych przyczyn go tam nie ma i trzeba to uszanować. Tym bardziej, że jest jeden, dwóch, a właściwie trzech na wysokim poziomie. Można mówić o jednym czy drugim zawodniku, że powinni się tam znaleźć, ale jest Lewandowski, a to chyba to jedyny piłkarz, którego brak byłby dramatem. "Co ten selekcjoner robi!? Niech powoła Lewandowskiego!".

– Ale Borysiuka nie ma.

–Przeczuwałem, że tak może być. Z Arielem mam częsty kontakt, on też wiedział, że tak może się stać. Ale jest jeszcze młody, zdąży w tej kadrze jeszcze nieraz zagrać. Zobaczymy, czy na wielkich turniejach, ale na pewno będzie reprezentantem Polski. Piłka nożna się nie kończy na Euro.

– Zimą, radziłeś mu Brugge czy Kaiserlautern?

– Jeśli chodzi o sam transfer, to rozmawialiśmy już po fakcie. To jego decyzja. Sam tak wybrał, a poza tym czuł, że ze strony klubu jest chęć na taki transfer. Jestem przekonany, że gdyby nie było inicjatywy ze strony klubu, menedżerów, Ariel by dzisiaj grał w Legii.

– Na koniec pytanie z innej beczki. Skąd bierze się fenomen piłki na Bałkanach? Nie ma tam przecież wielkich pieniędzy, a właściwie we wszystkich krajach jest wielu świetnych piłkarzy. To bierze się z charakteru?

– Trudno powiedzieć... Jest coś w mentalności, co powoduje, że lepiej się w tym wszystkim odnajdujemy. Jest też bardziej sprzyjająca atmosfera, bo w Polsce trudno dostać pomoc, która jest potrzebna młodemu zawodnikowi, żeby się rozwijać. Tu raczej jest próba ściągania w dół. Bo warunki jeśli chodzi o boiska i infrastrukturę są w Polsce lepsze, niż w Serbii czy Chorwacji. No może z wyjątkiem pogody, ale i tu nie ma takiej wielkiej różnicy. Chodzi właśnie o atmosferę. Może ludzie u nas bardziej się starają i bardziej chcą, ale też bardziej się im pomaga w tym, żeby się gdzieś dostali.

– Chodzi też o system szkolenia?

– System szkolenia wszędzie jest już teraz na podobnym poziomie. Wszędzie są trenerzy, którzy potrafią uczyć, tylko – tak jak mówię – nie wszędzie atmosfera jest sprzyjająca, żeby się rozwijać. Jeśli się pracuje w atmosferze stałego poniżania, to nie wiem czy ktoś jest na tyle odważny, by o czymkolwiek marzyć. Jest ściągany w dół.

– Przez trenerów?

– Nie, w ogóle przez społeczeństwo. Chodzi o całą otoczkę. Zobaczmy co się dzieje w Polsce, tu się nigdy nie szuka pozytywów. Ludzie śmiali się z Beenhakkera, kiedy mówił o jasnej i ciemnej stronie Księżyca. Jasne, ja też uważam, że on w paru rzeczach przesadzał, ale w tym wypadku miał rację. A szukanie negatywnej strony wszystkiego się udziela. Pierwsze niepowodzenie to już katastrofa. Spójrzmy, co się mówi o lidze. Każdy z każdym może wygrać, jest ciekawie, nie ma żadnej przewidywalności i jest problem. Nikt nie mówi, że to dlatego, że ta liga jest teraz uczciwsza. Wszyscy narzekają, że jest źle.

– A czy jest różnica między Polską a Bałkanami jeśli chodzi o atmosferę na trybunach? U nas jedno nieudane zagranie i już jest szydera ze strony własnych kibiców.

– Stadion rządzi się swoimi prawami. Nie chodzi mi o to, żeby oklaskiwać złe zagranie. Ale po prostu jest tak, że zawodnikom w Serbii jest łatwiej, bo mają większy margines błędu, żeby się rozwijać. Byli piłkarze starają się pomagać, dążyć, żeby młodzi ich przegonili. A Polski piłkarz to zawsze mówi: "Jak ja grałem to było wszystko zajebiście". A chyba tylko Zbigniew Boniek może tak powiedzieć w ostatnich 30 latach.
Trwa ładowanie komentarzy...