Piłkarskie koszulki cz. 1: ikony stylu

Carlos Alberto i Bobby Moore podczas MŚ 1970
Carlos Alberto i Bobby Moore podczas MŚ 1970 rtprosport.com.br
Piłkarskie trykoty dzielą się na dwie grupy. Jedne, jak jeansy levi’sa, nigdy nie wychodzą z mody. Inne, niczym klapki Kubota, lepiej zostawić na dnie szafy – a nuż za 15 lat okażą się modne. Dzisiaj część pierwsza – ikony piłkarskiego stylu.

Pstrokate i nowoczesne. A może groźne i sexy? Stroje finalistów Euro 2012


Powieje banałem, ale nie da się powiedzieć inaczej – piłkarskie koszulki to kawałek historii futbolu. Te najbardziej legendarne to przedmiot marzeń zawodników i świętość dla kibiców. Nie pomylimy się chyba zbyt wiele, jeśli stwierdzimy, że w żadnej inne dyscyplinie odzienie zawodników nie ma tak wielkiego znaczenia. Wystarczy wspomnieć, co się działo w Polsce, gdy białego orzełka zastąpiono czerwonymi obierkami. Albo w Manchesterze, gdy parę lat temu „Czerwone Diabły” w niektórych spotkaniach wychodziły ubrane na niebiesko. W Liverpoolu również zawrzało na wieść, że „The Reds” będą w wyjazdowych meczach grać w barwach biało-niebieskich, czyli kolorach znienawidzonego przez fanów z Anfield Road Evertonu. „To jest obrzydliwe i przeciwko nam!”- żalił się jeden z kibiców.

Dziś jednak zestawienie koszulek, które podobnych kontrowersji nie wzbudzały.
Jedyne, co w nich kontrowersyjne to ich ceny na portalach aukcyjnych.


Brazylia, MŚ 1958



Gdy Pele, Garrincha i spółka awansowali do finału MŚ ’58 rozgrywanych w Szwecji, stanęli przed nie lada problemem. Mieli takie same barwy jak rywale, zespół gospodarzy, przegrali losowanie i nie mogli grać w swoich ulubionych kanarkowych strojach. Były jeszcze rezerwowe – białe. Te jednak uznawali za pechowe, bo grając w nich przegrali finał Mundialu z Urugwajem 8 lat wcześniej (dla Brazylijczyków to trauma porównywalna chyba tylko z tym co przeszli „zatrzymani przez Tomaszewskiego” Anglicy w ’73).

Zdecydowano się na pokerową zagrywkę. W przeddzień finałowego meczu Brazylijczycy kupili komplet gładkich niebieskich koszulek, od barw Matki Boskiej. Przez całą noc przyszywali do nich numery i emblematy federacji. Opłaciło się – nie dość, że wyglądali naprawdę elegancko to jeszcze pogonili Szwedów 5:2. Nikt nigdy w finale Mundialu nie wygrał wyżej.

Real Madryt, lata 60.



Czyli triumf minimalizmu. Ikoniczne stroje z czasów, gdy nikt nie myślał o bezczeszczeniu świętości logiem sponsora, czy znaczkiem producenta. Kopiowane przez wielu m.in. przez Leeds United. Anglicy pod wrażeniem występu Realu w finale Pucharu Mistrzów ’61 przeciwko Eintrachtowi Frankfurt (7:2), zmienili swoje niebieskie stroje na białe.

Do nieśmiertelnej klasyki wracał również Real. W podobnych grali „Galaktyczni” z przełomu XX i XXI wieku – również bez zbędnych ozdobników, pasów, wstawek. I z równie dobrym efektem.

Brazylia, MŚ 1970



Drugi komplet brazylijskich strojów w zestawieniu. W 1970 roku do historii przeszła nie tylko wielka drużyna Mario Zagallo, ale też trykoty, w których grała Czemu? Wtedy po raz pierwszy mundial transmitowany był na cały świat w kolorze. Wcześniej widzowie pasjonowali się rozgrywką drużyn w „bardziej szarych strojach” oraz „mniej szarych strojach”. Ewentualnie białych. Gdy cały świat zobaczył tę kombinację barw żółtej, niebieskiej i białej (z lekką domieszką zieleni), z miejsca zakochał się w Pele i spółce. Dodajmy, że pomogły w tym również takie bramki:



Boca Juniors, 1981



Pierwsze stroje założonego przez włoskich imigrantów klubu były w kolorze różowym. Trudno w to uwierzyć, ale w 1906 roku Boca zagrali mecz z drużyną w również różowych trykotach, o to, kto będzie mógł pozostać przy tym jakże twarzowym kolorze.

Na szczęście Boca przegrali. Potem długo debatowali nad klubowymi barwami. W końcu ustalono, że będą grali w kolorach pierwszego statku, który przybije do portu. Okazał się nim statek pod szwedzką banderą. Właśnie dlatego kilkadziesiąt lat później Diego Maradona wyglądał tak stylowo.

FC Barcelona, 1982



Znowu El Diego i znowu ciekawa historia dotycząca barw klubu, w którym występował. W tym wypadku pochodzą one od kolorów strojów... FC Basel, klubu w którym grał przed przybyciem do Katalonii Joan Gamper, jeden z założycieli Barcelony.

Ta kombinacja kolorów jest tak dopasowana, że trudno byłoby coś zepsuć i prawie każdy model koszulek Barcy można uznać za gustowny. Nam najbardziej podoba się zestaw z początku lat 80., nie tylko przez wzgląd na sentyment do Maradony. Ta koszulka ma wszystko – dobry krój, odpowiedni odcień barw, no i ten kołnierzyk...

Arsenal Londyn, 2005



W 2006 roku, po 93 latach użytkowania, Arsenal opuszczał stary stadion – poczciwe Highbury stało się zwyczajnie za ciasne. Klub i kibice byli bardzo związani ze starym obiektem, więc sezon 2005/2006 postanowiono uczcić szczególną domową koszulką.

Barwami trykot nawiązywał do pierwszych strojów Kanonierów z końcówki XIX wieku. Na marginesie, Arsenal dostał je od Nottingham Forrest. Były w jednolitym, ciemnoczerwonym kolorze, miały kołnierzyk i trzy guziki. Znane dziś białe rękawki wprowadzono dopiero w latach 30.

A samo Highbury dziś wygląda tak:


Holandia 2006



Najmłodszy projekt wśród naszych propozycji, ale od czasów Rembrandta i van Gogha Holendrzy nie wyglądali lepiej. Soczysta pomarańcz, do tego piękny odświeżony herb. I oczywiście ogromny plus za kołnierzyki :).

Czemu akurat ten, a nie inny kolor dominuje na koszulkach Holandii? To barwy panującej w kraju dynastii Orańskiej.

Oczywiście zestawienie jest subiektywne i niepełne. Jakie są Wasze typy na najlepsze koszulki wszech czasów? Piszcie w komentarzach, a my tymczasem szykujemy listę największych paskudztw, w których biegali piłkarze. Efekty niebawem.

Pozdrawiamy,
Tomek Cirmirakis
Michał Polakowski
Trwa ładowanie komentarzy...